choreografia i taniec: Katarzyna Chmielewska
kostium: Katarzyna Piątek
opracowanie muzyczne: Rafał Kowal
dramaturgia: Leszek Bzdyl
reżyseria świateł: Michał Kołodziej
Sandra Wilk: W so beautiful próbujesz dotknąć tematu piękna... Katarzyna Chmielewska: Stworzyłam postać, która przychodzi do widza i chce powiedzieć mu o swoim zwyczajnym życiu i nie ważne czy jest ono fajne czy nie, tu nie liczy się treść, lecz ogromna emocjonalność przekazu. Czarne szpilki, różowa sukienka to niebezpieczne kalki, klisze naszej rzeczywistości - ale poprzez ten kicz możemy czasami dotknąć prawdy. Ten spektakl jest dla mnie ważnym wydarzeniem, bardzo sentymentalną, romantyczną podróżą, w której najważniejsze nie jest granie lecz bycie na scenie. Bycie na 200 procent...
Wilk: Czy nie przeszkadza ci, że widz odczytuje często tylko pierwszą warstwę tego spektaklu, a owa celowo wykreowana przez Ciebie kiczowatość wywołuje na widowni śmiech? Chmielewska: Śmiech mi nie przeszkadza, to bardzo zdrowa reakcja. Nie zawsze przewidywalna, ja np. jako widz często śmieję się na spektaklach moich przyjaciół, kiedy coś mi się naprawdę podoba i rozumiem intencję artysty. To jest raczej uśmiech zrozumienia, puszczenie oka do twórcy... Nie dziwię się więc takiej reakcji publiczności, przecież prostolinijność postaci w so beautiful musi rozbawiać, tak jak w życiu codziennym. A jednak ta słodka dziewczynka, landrynka, w tej naiwności dotykająca jakiejś swojej gorzkiej prawdy, potrafi też wzruszyć do łez....
Rozmowę przeprowadziła Sandra Wilk, wolna strefa, www.moderndance.pl
Prasa:
Łączy kobiecość, liryzm i zwyczajne piękno. To powrót do człowieka i jego i jego emocji Krzysztof Górski, Gazeta Wyborcza - Trójmiasto, 28 listopada 2001
Nie potrzeba wiele, by stworzyć spektakl. Doskonały tancerz, poszarpana sukienka i buty na szpilce wystarczą, by pod pozorem ironii, najpierw widza rozbawić, a następnie zmusić do poważnych wniosków. Karolina Matysik, Głos Wielkopolski 23.08.2006
Przez kilkanaście minut tancerka przewraca się po scenie jak plastikowa lalka, to kusi i wabi, to odrzuca swym infantylizmem. Pada na kolana niczym piesek, po chwili wstaje, pochyla się wyzywająco w stronę publiczności. Rytmiczne ruchy, skrępowane z tyłu ręce nie pozostawiają wątpliwości, czemu się oddaje i poddaje. Czy jest jej dobrze? Wyraz twarzy mówi, że owszem. - Kłamie? - pytam sama siebie. I w tym momencie tancerka zrzuca szpilki - symbol seksualności i zniewolenia. Dopiero teraz widać, jak bardzo karykaturalne było to, co robiła do tej pory. Sama wbiła się w ten schemat? Jeśli tak - to czy zrobiła to świadomie? Marta Kazimierska, Gazeta Wyborcza – Poznań, 22.08.2006