Caffè Latte
Czerwona trawa
Faktor T
Kilka Błyskotliwych
Spostrzeżeń

Karnacja
Przed południem,
przed zmierzchem

Magnolia
so beautiful
Bonsai
Opus Pessimum
Barricade of Love
Eden
Strategia
recenzje/archiwum

Karnacja

Didaskalia 79-80, czerwiec-sierpień, 2007

Jadwiga Majewska
Kwadratowy dywanik na środku pustej sceny, w głębi. Różnorod­ne kolory, desenie i faktury materii misternie ułożone w niepowtarzal­ny wzór, przykrywają sobą wycinek czarnego kwadratu podłogi. Jak tradycyjna amerykańska kołdra patchworkowa, żmudnie wyszywana przez cierpliwe westalki, „boginki domowego ogniska". Kołdra, która przykrywa najintymniejszą przestrzeń - łóżko. Miejsce narodzin, ko­chania, namiętności, cierpienia, choroby, snu i w końcu - śmierci.
Tancerka zaczyna (jakże to typowe!) z pozycji embrionalnej. Powo­li rodzi się - rozbudza, rozwija, rozkwita. Będzie o wegetacji? Spektakl Kasi Chmielewskiej Karnacja (współautorką choreografii jest japońska tancerka Chiharu Maniya); od pierwszej chwili jawi się jako bardzo ko­biecy, delikatny, sensualny. Po narodzinach bohaterka uczy się świata, poznaje, zbiera doświadczenia. Ta bardzo prosta i oczywista metafora przekłada się na mikrodziałania - tancerka ogranicza przestrzeń ruchu do kolorowego kwadratu i jego krawędzi. Bada pomału, dokładnie, z dziecinnym zaciekawieniem, faktury materii. Delikatnie, stopami wy­czuwa ich różnorodność, odmienność: chłodną gładkość atłasu, bezpieczne ciepło flaneli, zaskakującą miękkość futerka, w które nurkuje z rozkoszą. Przytula się do tego całą sobą, gładzi, czochra, radośnie pieści. Ale to jej nie wystarcza. Widać, jak przełamuje dobrowolną niewolę kolorowego świata i zaczyna chodzić po czarnych obrzeżach patchworku. w końcu przygląda mu się z zewnątrz. Dostrzega w nim coś nowego? Z innej perspektywy biała futrzana etola z atłasową łoso­siową podszewką i wstążką ma nieodparty urok pokusy. Schyla się po nią. podnosi, próbuje, ubiera się w nią, okrywa - odkrywa atłasowe wnętrze i zewnętrzne futerko.
Następuje długa sekwencja licznych układów, w których artystka daje dowód umiejętności tanecznych, ale i aktorskich, zwłaszcza ko­mediowych. Jej ciało uczy się śmiać, także z samego siebie, doświad­cza drżenia (czy meta-, czy tylko fizycznego?), doświadcza bólu, rado­ści. Świadomie obnosi własne cielesne piękno, o krok tylko od pychy, zwłaszcza że odziana jest w tunikę w pawie oka. Układy ciągną się, być może, zbyt długo, rozbijając emocjonalną spójność i kompozycyjną zwartość przedstawienia. Te różnorodne uczucia, doznania, emocje raz po raz odrywają się od ziemi, wyciągając ciało do góry, do pionu, innym razem znów spychają na podłogę i zmuszają do bliskości z zie­mią. Ręce poruszają się czasem z subtelną elegancją orientalnych tan­cerek, stopy boją się stracić kontakt z podłożem jak u tancerzy buto, a ciało poddaje się z ochotą prześmiewczej rubaszności. Chmielewska czerpie inspiracje z różnorodnych kultur, opowiadając historię o zado­mowieniu i szukaniu domu, o różnobarwności wewnętrznych światów i podobieństwie ludzkich losów bez względu na kolor skóry. Bo w mia­rę trwania spektaklu, kolorowe posłanie zmienia się w przesłanie - los, fatum, życie, historię; układa się w niepowtarzalny, indywidualny wzór losu. Układy niszczą kolorową układankę, rozrzucają materie. Tancerka zawija się w barwne łaszki i turla po przekątnej do przodu sceny, na jej lewy skraj. Z misternego patchworka została kupa szmat.
l wtedy, siedząc w całym tym bałaganie, usypanym z resztek daw­nej świetności, wyciąga srebrzystą materię i zakłada ją sobie na głowę - jak chłopki chustę, jak stare kobiety, jak Arabki, jak Żydówki w syna­godze, jak chrześcijanki w kościele. Później znajduje wzorzystą poszwę (znowu łóżko?), która, nałożona na głowę nada jej dostojność, będzie teraz niczym panna młoda, królowa, matka - Madonna. Ubieranie kolejnych warstw zamienia się w niezmienny, nieunikniony rytuał... Zaślubin ze śmiercią? Bo nakładane materie przygniatają ją coraz bar­dziej jak lata, zaś ona sama gubi się w nich. Pomału chyli się, skłania, kuli się w sobie, aż zjednoczy się z materią. Czy jest tam, wewnątrz utkanego przez siebie kokonu? Zaraz wysunie się z miękkiej otoczki, wykluje się z bezpiecznego, zamkniętego świata. Znów, jak na począt­ku, leży w pozycji embrionalnej, tyłem do widowni. Obudzona, tym razem dobrze wie, co chce zrobić: zabiera się do pracy. Bardzo staran­nie, systematycznie, sztuka po sztuce, kawałek po kawałku, przędzie, nawija, zwija - tworzy, buduje swoją własną konstrukcję. Ustawia ko­lejne zawiniątka wzdłuż widowni. Teraz widzimy dokładnie: poszwy, poszewki, ręczniki, koce, błyszczące szale, chustki, serwety, dywaniki i na końcu biała futrzana etola z łososiową wstążką. Cała jej wyprawa (co dostała), cały dobytek (czego się sama dorobiła), leży u jej stóp.

Obrazy poszukiwane, Gazeta Wyborcza - Trójmiasto 22.05.2007
Agata Kirol
W klubie Żak odbyła się premiera "Karnacji" Katarzyny Chmielewskiej. Artystka udowodniła, że w teatrze tańca może być interesująco, a dobrej tradycji teatru Dada von Bzdülöw stało się zadość. "Karnacja" Chmielewskiej to żmudny spektakl, przesycony monotonnymi obrazami postaci kobiecej w różnych pozach, sytuacjach, w odmiennych nastrojach i życiowych scenografiach. Tak napisałabym o solowym występie artystki gdyby nie wrażenie, jakie zrobiły na mnie oryginalne środki przekazu, sekwencje taneczne i umiejętnie przekazywane emocje. Jest słońce, które istnieje jako źródło życiodajnej energii. W stronę ciepłego światła skierowana jest twarz i całe ciało postaci. Najpierw widzimy ją w pozycji leżącej na ułożonym w centrum sceny dywaniku z różnobarwnych fragmentów tkanin.
Spektakle tańca mają to do siebie, że zwykle rozpoczynają je postawy embrionalne. To tak, jakby rytm ruchu od pozycji pierwszej do następnej przekładał się na scenariusze całych przedstawień. Chmielewska w swojej choreografii powstałej we współpracy z japońską tancerką Chiharu Mamiya, tak jak zapowiadała, uwzględniła motywy z różnych kultur. W tańcu przyjmującym wiele gestów i postępowań wzorujących się na tych, znanych z naszej codzienności zauważalne są techniki tańców Dalekiego Wschodu, elementy filozofii butoh, motywy afrykańskie i stale obecny w pracy Chmielewskiej jest dryl tańca klasycznego. Właśnie profesjonalizm artystki ratuje sceny mało atrakcyjne.
Do skojarzenia sytuacji zaczerpniętych z codzienności przyczyniła się muzyka Wojtka Mazolewskiego. Etniczne i onomatopeiczne tematy brzmień, sygnaly kolejki w metrze, dźwięk łopaty zlewały się w energiczne jazzowe granie. To doskonały materiał na płytę. Katarzyna Chmielewska i jej solowa "Karnacja" wpisała się w tradycję interesujących, poszukujących nowych środków w tańcu spektakli teatru Dada von Bzdülöw.