Dada

kalendarium premier

mapa / Europa, Indie &USA

manifestacje

rekwizyty

słowa o Dada
   
 
   
   

rekwizyty

gramofon
urządzenie było stare, piękne i cała maszyneria pracowała. A jednak z tuby wychodziły tlylko trzaski i zgrzyty. I chyba na szczęście, bo dzięki temu można było wyobrazić sobiecałą masę muzyki i tak powstały dwa spektakle - Łapiti kontra reszta świata oraz Komedia w dawnym stylu albowiem nic się nie z-Dada-rza

balia
z Wyrywacza serc. Woziliśmy ją ze sobą po Polsce i nie było człowieka, który by nie spytał, co będziemy prać. I na to pytanie była tylko jedna odpowiedź: nasze brudne dusze.

nóż
grał dwa razy. To znaczy w dwóch przedstawieniach dwa różne noże. Ten, który w Uff...! obierał jabłko, a potem pobłyskiwał nad twarzą Aurory Lubos był darem pijanego Szweda, który wiele lat temu nie dawał mi spokoju na imprezie w sopockim Sfinksie. Walił mnie co dwie godziny wielkim łapskiem po plecach i mówił: Gut Kunst. W końcu nad ranem zupełnie pijany podszedł do mnie i przystawił mi nóż do twarzy mówiąc: For You. Jak zrozumiałem po chwili przerażenia był to specyficzny (szwedzki?) sposób dawania prezentów. Drugi nóż, a raczej bagnet, pochodzi z demobilu świetnej niegdyś armii zaprzyjaźnionego kraju, czyli z NRD.

gałązki paproci
w Człowieku, który kłamał służyły biednemu, pogubionemu Hamletowi do pobudzania bezwolnych Ofelii do życia. Było tych Ofelii pięć i wszystkie strasznie dziwkarsko wymalowane. Hamlet pobudzał je w sposób dość bezceremonialny. Otóż on te Ofelie batożył po sterczących pupach tymi gałązkami paproci.

pop-corn
zagrał w Nie było, nie będzie, czyli nie ma. Po raz pierwszy usłyszałem, że niektórzy ludzie zamiast mózgu mają pop-corn w głowie od mojego przyjaciela, kanadyjskiego choreografa Corneliusa Fishera Credo. W Nie było... Gersomina i Wysoki pop-cornem się uwodzą, pop-cornem się karmią, pop-cornem się zadręczają. To taka mała metafora żałosnej kondycji człowieka i nędzy jego pragnień.

zegar wodny albo tzw. strzykawka
zaprojektowana przez Tomka Krupińskiego. Kropelki wody sączyły się z tego obiektu przez cały czas przedstawienia Dialogus in conventione i spadały z brzdękiem do stalowego walca. Upiorna monotonia. Na koniec trzeba to było zakręcić, żeby przestało kapać albo odkręcić, żeby się wreszcie wylało z hukiem. Decyzja zawsze była jedna: niech huczy, może ktoś wreszcie to usłyszy.

złote samoloty z papieru
w Pawanie na cześć Miłości służyły do gry w zabijanego. Źrebięta, czyli Radek Hewelt i Wojtek Kolesiński ciskali w siebie tymi papierowymi aeroplanami, czekając aż nadejdzie złoty strzał. Ta Pawana... była strasznie narkotyczna. Dochodziło do tego, że Magda Chrzan i Danka Klejdysz wbiegały na scenę z łukami i strzelały do siebie plastikowymi strzałami zakończonymi gumową przyssawką. Niekiedy zastanawiam się, kiedy to się wymyśliło. I jak to się dzieje, że takie rzeczy się wymyśla i one mają swoją rację na scenie

wiadro
w Zagładzie ludu, albo moja wątroba jest bez sensu było wielofunkcyjnym naczyniem. To Herman Robak Rafała Dziemidoka wtykał tam swoją psychicznie chorą nogę., to Pani Kovacic Dominiki Radziejowskiej trzymała tam swoją robótkę ręczną, to Radek Hewelt jako duch Pana Grollfeuer niczym Jezus Chrystus przemieniał tam bukiety odwiedzinowe w truciznę obiadową. Strasznie dużo funkcji miało to wiadro. A że było to w czasach, kiedy woziliśmy naszą scenografię w pociągach, regularnie nam to wiadro kradziono. Kupowaliśmy kolejne i znów kradziono. Ciekawe, do jakich, równie bezbożnych celów te wiadra służyły złodziejom?

wózek z supermarketu
został ukradziony. Więc my też mamy coś na sumieniu. A raczej Patrycja Kujawska, która tego złodziejstwa dokonała. Ja ją tylko do tego namawiałem. Ale jak już ten wózek ukradła, to ja ją pięknie po scenie w tym wózku woziłem. Więc gdyby ona nie ukradła, to ja bym jej nie woził i nie byłoby Sonaty i Kasia Chmielewska nie miałaby po co tańczyć swoich pięknych tańców do Muzyki Astora Piazzolli.

I na koniec nie o rekwizycie, a o KAI. Kaja to był piec Doroty Cybulskiej. Kaja była psem rasy nieznanej. Wystąpiła z nami w Zagładzie ludu i, choć trudno się przyznać, była najlepszym aktorem tego widowiska. Kaja była w psim wieku porównywalnym do tego w jakim jest Franciszek Józef na wodzie Żywiec. Przyglądała się naszym nadludzkim wysiłkom na próbach okiem pełnym wyrozumiałości. A kiedy nieopatrznie powiedziałem do Kai: Jest źle, spektakl się nie składa, już nic nas nie uratuje - graj z nami !!!, to Kaja zagrała tak, że mogliśmy zejść ze sceny. Pewnie jest teraz w jakimś psim niebie i opowiada, jak uratowała popaprańcom spektakl. A ja Ci Kaja dziękuję za tamten spektakl. Mam nadzieję, że wiesz, jak często o Tobie myślę.

Leszek Bzdyl